Psychoterapia jest jak nauka nowego języka.
Uczymy się nazywać emocje, odkrywamy swój głos.
Na początku często czujemy się tak, jakby brakowało nam słów.
Nie wiemy, jak mówić, by zostać usłyszanym i zrozumianym.
Czasem chcemy coś powiedzieć, a jedyne, co potrafimy z siebie wydobyć, to krzyk.
Albo milczymy.
Albo powtarzamy cudze słowa – prawdy o innych, przekonania o sobie samych.
Tyle razy powtarzane, że utrwaliły się w naszych ścieżkach neuronalnych, w tych częściach mózgu, które odpowiadają za emocjonalną pamięć i automatyczne reakcje.
Być może ktoś kiedyś dał nam odczuć, że to, co mamy do powiedzenia, nie ma znaczenia.
Nie dawał prawa do głosu – przecież „dzieci i ryby głosu nie mają”.
A może wokół był tylko krzyk – i nauczyliśmy się, że to jedyny sposób, by być słyszanym.
Więc krzyczymy.
Albo chowamy się w sobie, uciekamy w bezpieczny świat fantazji.
W relacjach często wydaje nam się, że mówimy różnymi językami, nawet jeśli łączy nas ten sam język ojczysty.
„Jak gadanie ma mi niby pomóc?” – pytamy.
A jednak to nie samo mówienie, lecz czyjeś uważne słuchanie może dać nam więcej, niż się spodziewamy.
Terapia może pomóc nam usłyszeć nasz własny głos.
A czasem nauczyć, że warto słuchać – zanim odpowiemy, zanim odwrócimy się, zanim stworzymy w głowie całą narrację.
Może pomóc nam odnaleźć głos łagodniejszy, cierpliwszy, wspierający.
Jak mówi amerykański psychiatra Dan Siegel:
You have to name it to tame it —
by coś oswoić, trzeba to najpierw nazwać.
Żyjemy dziś w epoce, w której każdy wie lepiej, więcej.
Scrollujemy ekran, a tam setki głosów – jak syreny wabią nas swoim śpiewem.
Trudno w tym szumie usłyszeć siebie.
Myśli innych wchodzą nam do głowy, słowa innych – do ust.
Jak więc usłyszeć swój własny głos?
I czy w ogóle coś takiego istnieje?
Nasz głos to często polifonia innych głosów – tych, którzy do nas mówili od dzieciństwa.
Jak mówili? Co mówili?
Czy były to słowa ciepłe, wspierające, pełne miłości?
A może puste komplementy, karzące uwagi, zawstydzające zdania?
Może słowa, które nakładały na nas ciężar odpowiedzialności zbyt duży, jak na małe ramiona?
Co mówisz sobie dziś, gdy Ci źle?
Czy łakniesz słów innych, zagadujesz, by nie czuć?
Zagłuszasz siebie dźwiękami z ekranu, słuchawek, może znieczulasz się, by osiągnąć stan ciszy?
Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry w Małym Księciu:
„Mowa jest źródłem nieporozumień.”
A Sławomir Mrożek dodawał w swoim Dzienniku:
„Kiedy myślimy, wiemy, o co nam chodzi.
Kiedy mówimy — zostajemy trochę rozczarowani.
Jak to, więc tylko o to chodziło?”
Być może właśnie dlatego terapia jest tak wyjątkowym miejscem.
To przestrzeń, w której można na nowo uczyć się języka – tego, który łączy, a nie dzieli.
Języka, który pomaga zrozumieć siebie i innych.
Jak pisał Harold Pinter:
„Są dwa rodzaje milczenia.
Jedno, gdy nie mówi się ani jednego słowa.
Drugie, gdy używa się potoku słów.
To, co słyszymy, jest wskaźnikiem tego, czego nie słyszymy.”
W terapii uczymy się więc także mądrze milczeć – tak, by usłyszeć to, co naprawdę domaga się głosu.
Cytaty literackie: https://lubimyczytac.pl/
Ciekawostki z neurobiologii języka emocji
1. „Name it to tame it” naprawdę działa
Badania z użyciem rezonansu magnetycznego (Lieberman et al., 2007, Psychological Science) pokazały, że nazywanie emocji obniża aktywność ciała migdałowatego – centrum alarmowego mózgu – i jednocześnie aktywizuje korę przedczołową, która odpowiada za samoregulację.
Kiedy mówisz: „czuję złość”, Twój mózg naprawdę się uspokaja.
Źródło: Lieberman, M. D., Eisenberger, N. I., Crockett, M. J., Tom, S. M., Pfeifer, J. H., & Way, B. M. (2007). Putting feelings into words: Affect labeling disrupts amygdala activity in response to affective stimuli. Psychological Science, 18(5), 421–428.
Oraz: Daniel J. Siegel, The Whole-Brain Child, 2011.
2. Słowa tworzą ścieżki neuronalne
Powtarzane słowa – np. „dam radę” albo „jestem beznadziejny” – utrwalają się w mózgu jako schematy myślenia.
Terapia pomaga je zauważyć i tworzyć nowe, zdrowsze połączenia neuronowe.
To efekt neuroplastyczności, opisany m.in. przez Normana Doidge’a (The Brain That Changes Itself, 2007).
3. Emocje pojawiają się szybciej niż słowa
Ciało migdałowate reaguje w ok. 12 milisekund, a ośrodki językowe dopiero po ok. 500 milisekundach.
Dlatego czujemy szybciej, niż potrafimy to nazwać – język jest jak most, który pozwala dogonić emocje i nadać im sens.
Źródło: LeDoux, J. E. (1998). The Emotional Brain: The Mysterious Underpinnings of Emotional Life.
4. Słowa w relacji regulują układ nerwowy
Podczas rozmowy w bezpiecznej, empatycznej relacji aktywizują się neurony lustrzane, które dosłownie pomagają zsynchronizować rytm serca i oddechu z drugą osobą.
Dlatego uważne słuchanie w terapii to nie tylko empatia – to fizjologiczna forma ukojenia.
Źródło: Cozolino, L. (2010). The Neuroscience of Psychotherapy: Healing the Social Brain.
PS.
W świecie, w którym wszyscy zdają się brać udział w niekończących się igrzyskach mówienia,
polecam wysłuchać Obongjayar – “Talk Olympics”.
Ma w sobie to wszystko, o czym mówimy — i jeszcze trochę ciszy pomiędzy.
„No more talkin’, do the walking.”
— Obongjayar, Talk Olympics
